prev next

W nocy spłonęło 6 z 8 samochodów przewożonych na lawecie po Drodze Krajowej nr 8 w Markach. Zapraszamy do przeczytania nietypowej relacji z tego pożaru widzianego oczami strażaka biorącego udział w walce z żywiołem.

21 września 2014 Reprezentacja Polski wywalczyła Mistrzostwo Świata w siatkówce. Któż z nas by tego nie oglądał? Mecz, ceremonia wręczenia nagród i medali. Oglądałem oczywiście i ja. Skończyło się późno. W pamięci ciągle trzymając myśl, że jutro poniedziałek, rano do pracy. Korki, w poniedziałki zawsze są większe, włączam budzik na 15 minut wcześniej niż zawsze. Zmęczony zasypiam. Dźwięk. Dobrze mi już znany. Z jednej strony się go obawiam. Codziennie zasypiam zastanawiając się, czy znów mnie obudzi. Ułamki sekund, które w linii melodycznej mogą ciągnąć się w nieskończoność. Budzę się momentalnie. Od razu dostaję zastrzyku adrenaliny. To dźwięk syreny strażackiej w moim telefonie. Sięgam po niego momentalnie, by wyciszyć alarm. Domownicy też śpią, a przynajmniej do niedawna spali. Nie chcę ich pobudzić. Patrzę na telefon. Uszy mnie nie pomyliły. ALARM dla JOT OSP Marki. Wyjazd. Godzina 3:01. Zrywam się spod pierzyny, łapię ubrania, telefon, dokumenty i kluczyki od samochodu. Zakładam szybko buty, otwieram drzwi i długa. Zaraz po zamknięciu drzwi słyszę huk. Pomyślałem, że pewnie ktoś wraca z Mistrzowskiej Fety puszczając petardy. Kluczyk, samochód, stacyjka, światła. Ruszam. Dojeżdżam do bramy osiedla, na którym mieszkam. Zapomniałem karty do otwarcia szlabanu. Na moje szczęście Ochrona czuwa, zaraz otwierają bramę i szlaban. Słyszę przez okno, że słyszeli dwa wybuchy. Pojawiły się pierwsze myśli, co to może być? Wypadek? Pożar? Ostatnio w nocy płonęło kilka samochodów. Pewnie i dziś tak jest. Szybkie spojrzenie w lewo, nic nie jedzie. Rura. Całe szczęście, że o tej porze jest pusto na ulicach. Mijam kolejne skrzyżowanie i widzę remizę.

Światła samochodów z lewej i z naprzeciwka. Myślę sobie, co za wariaci jeżdżą o 3 w nocy? Skręcam pod remizę, parkuję. Te dwa samochody zaraz za mną. Już wiem, kto to. Koledzy druhowie. Remiza już otwarta. W środku widzę Naczelnika. Rozmawia przez radio z Powiatowym Stanowiskiem Kierowania w Wołominie. Biegnę do szafki. Jest informacja. Płoną samochody na Piłsudskiego w okolicy numeru 151. Mogą być ranni. Tylko tyle i aż tyle. Więcej nam na razie nie trzeba. Każdy wyjazd jest inny. W czasie dojazdu nie ma sensu dywagować. Trzeba znaleźć się jak najszybciej na miejscu. Dopiero tam można ocenić sytuację. Zakładam swój nomex, spodnie, buty, kurtkę. Zapnę się w samochodzie. Drzwi garażowe już otwarte. Gospodarz przybył pierwszy. Jest już ubrany i może wyprowadzać samochód. Zamykamy bramę. Trzeba jeszcze złapać radia do komunikacji. Sprawdzam, czy złapałem wszystko. Spodnie, buty, kurtka oczywiście są. Rękawice przyczepione do kurtki, hełm, w kieszeni kominiarka. Jestem gotów. Zamykamy remizę, wsiadamy do Maga, wyjazd. Dowódca rozpoczyna korespondencję radiową, światła alarmowe włączone. Piłsudskiego 151. Chwila zawahania. Od remizy to w kierunku Warszawy czy Radzymina? Druh mieszkający przy pętli 805 mówi, że widział korek tirów jadących z Warszawy. Może być ciężko wyjechać. Jedziemy do Wspólnej, tam widać nas znacznie wcześniej przy wyjeździe. Przy Orlenie jest numer 123, więc w kierunku Radzymina. Kurtka zapięta, hełm na głowie, włączam radio i chowam do kieszeni. Zapinam hełm i ostatnie mocowania w kurtce. Teraz mam pełną ochronę, mogę działać. Skręcamy w prawo, widać już sznur ciężarówek stojących po prawej stronie. Mijamy je po kolei, w oddali widać łunę. Skrzyżowanie z Dużą. Ciężarówki na prawym pasie, na lewym jakieś samochody osobowe. Kierowca wjeżdża na pas do skrętu w lewo. Tak będzie najwygodniej ominąć stojące pojazdy. Marcpol, Kasztanowa, radiowóz zatrzymał ruch. Przed nami słup ognia. Jesteśmy pierwsi na miejscu. Po drodze rozmawialiśmy o wybuchach. Nie wiadomo co tam może nas czekać. To ciężarówka przewożąca samochody. Mogą mieć instalacje gazowe, mogą mieć cokolwiek, co spowodowało te wybuchy. Zajedziemy od przodu, będzie prosta droga dla linii wodnej a na ul. Moniuszki jest hydrant. Wody nam nie zabraknie.

Dowódca wydaje pierwszy rozkaz „Rota pierwsza w aparatach”. Miejsca w samochodzie są wyznaczone. To ja i kolega obok. Może trzeba będzie podejść bliżej, mogą być jakieś opary. Lepiej być zabezpieczonym. Na radiu słyszymy, że dojechał Wołomin. Stanęli obok nas. To „dwudziesty-pierwszy”. Sprawa jasna. W takiej sytuacji w akcji rządzi dowódca pierwszego pojazdu Państwowej Straży Pożarnej. My będziemy pomagać. Wychodzę z samochodu. Rozkaz mojego dowódcy dalej aktualny. Otwieramy skrytkę i szykujemy aparaty. Muszę zdjąć hełm i rękawice. Najpierw butla na plecy. Podrzut i ściągnięcie szelek, pas na biodrach. Teraz maska. Ściągam uchwyty. Twarz mam już osłoniętą, kominiarką zabezpieczam resztę głowy. Na to wszystko hełm. Ponownie zakładam rękawice. Teraz trzeba odkręcić butlę, podłączyć aparat do maski i zassać powietrze. Opary już mi nie straszne. Chwila zastanowienia, kontrolne spojrzenie na wskaźniki. Butla pełna. Zawsze po akcji trzeba przyszykować sprzęt tak, jakby miał być użyty za kilka minut. Patrzę w prawo, druhowie z 21 też w aparatach, kilku buduje już linię. Słyszę kolejny wóz strażacki. Na radiu odzywa się mój dowódca. Nie ma poszkodowanych. Kabina nietknięta, kierowca bezpieczny. PSP przystępuje do gaszenia płonącego stosu pianą, my mamy zbudować zasilanie wodne dla 21. Zerkam w kierunku ognia. Jeszcze jedna jednostka.

Nie ma się czemu dziwić, pali się sześć samochodów, praktycznie jeden na drugim. Tyle mojej własnej analizy. Mam robotę do wykonania. Zdejmujemy maski. Nie ma sensu marnować powietrza. Podłączamy naszą pompę do wozu obok. Rota druga już przy hydrancie. Proszą o pomoc i młot. Właz jest podlany asfaltem, ciężko go otworzyć. Kilka uderzeń młotem. Puściło. Rota II montuje hydrant. Linie rozciągnięte. Dowódca oznajmia, że możemy zdjąć aparaty. Ogień jest gaszony trzema prądami piany. My zasilamy wodą 21, a nas zasila hydrant. Następne zadanie. Olbrzymi stos został rozdzielony na mniejsze. Każda z gaszących rot ma już tylko pewien kawałek do ugaszenia. My mamy sprawić drabinę nasadkową. Ktoś musi dostać się na piętro lawety i gasić pojazdy u góry. Wystarczą dwa elementy drabiny. Gotowa. Szybka ocena, można bezpiecznie oprzeć o przyczepę. Ogień już tylko w tylnej części. Ciągnik ocaleje nietknięty. Rota I z 21 będzie gasić pojazdy u góry. Już widać, że dwa z nich spłonęły doszczętnie. Trzymamy drabinę, druhowie ostrożnie wchodzą na górę i krok po kroku gaszą płomienie. Trochę długo to trwa. Pomimo zalewania ognia z trzech stron, ten ciągle szaleje. Mijają kolejne minuty. Asekurujemy drabinę i odcinek, żeby nie zaplątał się gdzieś pod nogami albo nie zahaczył o coś. Spoglądam na drugi wóz. To „dwudziesty-piąty”. Wiem już, że on ma większy zbiornik wody niż nasz i 21. Mijają kolejne minuty, druhowie wymieniają się miejscami, przechodzą to z lewej, to z prawej. Kilka razy już operowałem prądem wody. Na ćwiczeniach i zawodach strzeli się parę razy i spokój. Tutaj strumień musi być otwarty cały czas. Ciśnienie do mniej więcej 200 litrów wody na minutę. Do tego przemieszczanie się, przeciąganie węża z wodą, dym zasłaniający widoczność. Nawet największy mocarz się zmęczy. Widać koniec już blisko. Zostały tylko małe płomyki. Druhowie schodzą z góry. Zmiana, wejdzie tam następna rota. Ostatni pojazd ciągle się tli. Już wiem dlaczego. Wszystkie samochody pełne są opon. Woda z pianą nie dociera jednak wszędzie. Potrzebny jest łom i bosak. Słyszę, że czwarty wóz jest z Warszawy. To jednostka JRG nr 15 z ul. Młodzieńczej. Przynieśli bosak, chwila siłowania i piana już w komorze silnika. Udało się też poruszyć resztki opon. Pożar ugaszony.25 oraz jednostka z Warszawy pakują sprzęt. Wracają do swoich baz. Oni są w gotowości do dalszych działań do końca swojej zmiany. Nigdy nie wiadomo, czy zaraz gdzieś nie będą musieli się udać. Przystępujemy do oględzin. Obchodzimy dookoła wraku. Szukamy płomieni. Wciąż unosi się dym. Blacha musi być jeszcze bardzo gorąca. Widzę płomyk. Informuję kolegów z 21. Są blisko mnie z linią gaśniczą. Płomyk unieszkodliwiony.

Dwudziesty-pierwszy zbiera sprzęt, mogą być zaraz potrzebni gdzie indziej. My mamy zostać i obserwować wrak, zabezpieczyć miejsce zdarzenia a przede wszystkim, uprzątnąć pianę z drogi. Jest jej sporo. Możemy to zrobić dopiero jak wraki zostaną usunięte. Jest już pomoc drogowa, która się tym zajmie.

Ruch może zostać puszczony. Zdążymy przed porannym szczytem, zaraz mają przyjechać lawety. Spokojnie zdążę zjeść śniadanie przed wyjazdem do pracy. Rozstawiliśmy pachołki i dyski ostrzegawcze. Mijają kolejne minuty, wraki stygną, przyjechał HDS. Przy usuwaniu kolejnych pojazdów wstrzymujemy ruch. Laweta jest blisko, ale lepiej nie ryzykować. Samochody są zniszczone, nie ma żadnej gwarancji, że coś z nich nie wypadnie. Teraz dopiero widzę, że na pasie w przeciwnym kierunku jest duży korek. Większość kierowców zwalnia, żeby zobaczyć co się dzieje. Zastanawiamy się, kiedy wydarzy się jakaś kolizja. Kierowcy patrzą w lewo, a przed nimi sygnalizacja świetlna. Co jakiś czas słychać klaksony. Nadeszła pora na naczepę. To będzie duża operacja. Naczepa z dolnym rzędem aut jest ciężka. Plan wydaje się prosty. Podnośnik stanie wzdłuż niej, podniesie wrak, a laweta wjedzie pod niego. Trzeba jeszcze tylko odłączyć naczepę od ciągnika. Kolejne minuty. Niby takie proste, ale okazuje się, że ogień uszkodził okablowanie. Służba drogowa użyje piły tarczowej. Zanim udało się odseparować elementy minęła godzina. W tym czasie zdążył już zadziałać mój budzik w telefonie. Nie wiadomo ile to jeszcze potrwa. Patrzymy na zegarki. Jest po 7. Na 8 miałem być w pracy. Już wiem, że nawet jak zaraz będę w swoim samochodzie to i tak nie zdążę. Robię zdjęcie i wysyłam informację do mojego managera z informacją, że dziś spóźnię się do pracy. Jeden z druhów miał zawieźć dzieci do szkoły, ale też nie zdąży. Na szczęście zorganizował sobie pomoc przez telefon. Inny kolega pracuje w transporcie. Jeden z samochodów w pracy będzie na niego czekał. Tylko dowódca spokojny – on jest na urlopie. Kolejne minuty a tu już godziny porannego szczytu. Jest sygnał, że udało się oddzielenie. Trzeba będzie zamknąć całą nitkę. Nie ma już Policji, więc to my będziemy musieli to zrobić. Ludzie nie będą zadowoleni, ale inaczej tego nie da się wykonać. Samochody osobowe skierujemy w Kasztanową albo Cichą. Poradzą sobie z objazdem. Gorzej z ciężarówkami i autobusami. Będziemy musieli je poustawiać i będą czekać. Sprawa się przeciąga, konstrukcja wraku jest uszkodzona, ale w końcu się udało, możemy puścić ruch. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Zostało pościągać resztki piany i zebrać odłamki w jedno miejsce. To przecież też nasze miasto i my też używamy tych dróg. Żaden z nas nie chciałby na coś wjechać. Ok godziny 9, po 6 godzinach akcji terem uprzątnięty. Nie wiem gdzie podział się ten czas, nie było kiedy spojrzeć na zegarek, nie było jak sprawdzać która czynność ile trwała. 9 godzina. Wracamy. Patrzę na kolegę obok. Ma całą czarną twarz. Ja pewnie też. Gdy leci pot, wycieramy się rękawicami. Tymi samymi, którymi mamy cały czas na sobie.

W remizie podłączam radia do ładowania, przebieram się i przepraszam kolegów. Muszę jechać do pracy. W domu szybki prysznic, ubrać się, zebrać rzeczy i w drogę. Koleżanka z pracy przysłała mi smsa. Ona zaczyna prace później niż ja. Pisze, że w radiu mówili o poważnych utrudnieniach w Markach. Nawet się nie zastanawiam dokąd mogły sięgać korki. Dojeżdżam na miejsce. Do odpracowania będę miał 2 godziny. Nie jest to dla mnie problemem. Wiem, że na coś się dziś już przydałem.

W pokoju rozmawiam z kolegami z działu. Też słyszeli w radiu o jakimś zdarzeniu. Jeden z nich mnie pyta ”Tak od 3 w nocy jesteś na nogach?”. Opowiadam twierdząco. Drugi zagaduje „Musisz jeździć na te alarmy?”. Odpowiadam, że nie muszę. Ale przecież wstąpiłem do OSP bo sam tego chciałem. Takie nocne akcje zdarzyły się już kilka razy, ale na 6-godzinnej jeszcze nie byłem. „A gdyby tak dziś zawyła ta twoja syrena o 3 w nocy też byś pojechał?” pyta ten pierwszy. Zawahałem się chwilę. Przecież w sobotę zabezpieczaliśmy festyn w Nadmie, gdzie opatrywaliśmy dwoje dzieci, w niedzielę festyn u Św. Izydora, ten na szczęście bez zdarzeń. „Jeśli nie zapadnę w głęboki sen, to pojadę na kolejne wezwanie” uśmiecham się. „Ty naprawdę jesteś szalony” kończy kolega.




W działaniach brały udział:

  • 687[M]36 OSP Marki
  • 681[M]21 JRG Wołomin
  • 681[M]25 JRG Wołomin
  • 315[W]25 JRG 15 Warszawa
  • Policja Marki
  • WRD Wołomin

Warto odwiedzić

Znalezione obrazy dla zapytania fundacja anikar Naprawa komputerów, tworzenie stron, grafika reklamowa - Kobyłka Brak automatycznego tekstu alternatywnego. 

Kontakt

Kontakt:

Ochotnicza Straż Pożarna
w Markach
ul. Duża 1b
05-270 Marki

e-mail: straz[at]ospmarki.pl

nr alarmowe 998 lub 112

 

Facebook

 

Mapa

Wszelkie prawa zastrzeżone dla OSP Marki
Projekt i wykonanie Pedros.com.pl